Wyjście
Wczorajszy dzień minął mi z myślą, że w jakiś sposób zostałem oszukany. Wyszedłem i zaraz wróciłem do ciała, tylko dlatego, że zasugerowałem się atrapą w POZA :/ Ale ja się tak łatwo nie poddaję. W ciągu wczorajszego dnia położyliśmy się jeszcze raz, przeprosiłem NP i poprosiłem Ich o pomoc. W końcu mnie kochają, a ja Ich potrzebuję. Nic się nie wydarzyło, ale przynajmniej udał mi się zasnąć i zapamiętać dwa sny. Za to dzisiaj… ;)
Położyłem się spać o godzinie 00:44. Hmm.. stanowczo za późno, krótka sprzeczka o to, czy mamy wstać o 4:00, czy o 4:30. W końcu Kuba nastawia budzik na 4:00. Ja na 4:30.
Godzina 4:30. Dzwoni mój budzik. Ten wcześniejszy o 4:00 zignorowałem. Nawet mi się nie chce wstawać. Mam to gdzieś. Dwie minuty na przebudzenie bez ruszenia tyłka z łóżka. Idę dalej spać.
Godzina.. gdzieś ok. 7. Kuba wstał i szykuje się do wyjścia na uczelnię. Rozbudziło mnie to. Czekam aż wyjdzie z mieszkania. Dźwięk przekręcanego klucza w zamku.. ok, jestem sam. Skoro jż się trochę przebudziłem, to póbujemy.
Po ok. 15 minutach.. wibracje. Mocne jak cholera. Wczoraj się zastanawiałem czemu po prostu nie wstałem, nawet jeśli myślałem, że to nie TO. No nic, dzisiaj nie zmarnuję tej szansy. Wstaję. Z wielkim wysiłkiem, jakby w zwolnionym tempie. Hmm.. Zawsze myślałem, że będę przenikał przez wszystko tak, jak duch. Ale nie, bardzo dobrze i wyraźnie czuję kołdrę i koc, na którym leżałem. Siedzę. Otwieram oczy. Wyrzuciło mnie do mojego starego domu. Dobrze rozpoznaję to miejsce. Jestem w dużym pokoju, obok stoi łóżko rodziców. Tu czuję się dobrze i spokojnie.
Ok, próbuję chodzić. Przychodzi mi to z lekkim trudem tak, jakbym chodził po lodzie. Ostrożnie stawiam kroki, ale się poruszam. Kurczę, a może by tak popłynąć. Myślę o przemieszczniu się. Płynnie zaczynam się przesuwać. Tak, teraz lepiej. O wiele mniej wysiłku. Wpływam do garderoby, a następnie do korytarza. Sręcam w prawo do kuchni. Jet noc. W kuchni świeci się światło, ale nikogo nie ma. Dobra, wyjdę na dwór. Przed sobą widzę ścianę, przepływam przez nią bez najmniejszych problemów.
Jestem na trawniku. Rozglądam się dokoła. Znajoma okolica. To może spróbuję polatać. Podskakuję jakieś pół metra w górę, ale nie idzie. Opadam na ziemię. A może po prostu pomyśleć o locie? Ok, staję na ziemi i intensywnie myślę o wzbiciu się w górę. No chyba przesadziłem. Wystrzeliłem jak rakieta na wysokość ok 4-5m, zrobiłem kilka obrotów w powietrzu. Szybko. Za szybko. Tracę TO, fak jestem w ciele. I tak udało mi się to utrzymać dość długo. Jest godzina 7:45.
Jestem zdziwiony, bo nie podejrzewałem, że uda mi się wyjść ponownie tak szybko! Wdodatku wyjście było dłuższe, dostrojenie lepsze i pełniejsze! :) Heh, teraz to się dopiero nie poddam :)
Nie ma jeszcze komentarzy
Skomentuj jako pierwszy!