Jak NP zrobili mnie w konia

Dnia poprzedniego moje próby spełzły na niczym. Doszedłem więc do wniosku, że nie ma sensu wzywać NP i prosić ich o pomoc, bo i tak mają mnie gdzieś. Wysłałem Im więc sygnał, który mniej-więcej można przełożyć tak: “mam Was w DUPIE! Nie, to nie, bez łaski. Dam sobie radę SAM!!”. Co z tego wynikło?

Kładziemy się spać jak zazwyczaj przed północą. O godzinie 400 pobudka. Czas na otrzeźwienie umysłu. Mija 15-20 minut, ok, czas się położyć..

Kładę się na plecach, zamykam oczy. Kurczę, jasno trochę na dworze, a leżę w stronę okna. Kładę więc na twarzy złożoną koszulkę tak, aby światło mi nie przeszkadzało. Leżę… Nic się nie dzieje. Przewracam się na lewy bok. Po czasie przychodzą wibracje. Mówię w myślach: “I co NP.. Jak Was prosiłem, to was nie było, a teraz to mi pozwalacie wyjść? Mam Was gdzieś! Sam sobie dam radę! Wynocha!”. Wibracje słabną. Niepoddaję się, próbuję dalej. Wibracje powracają.. Czuję, że teraz jest czas. Czas, żeby wstać..

Leżę na lewym boku, oczy zamknięte, powoli, bardzo powoli przysuwam ręce wyżej, w kierunku głowy. Odpycham się wolno od łóżka, podnoszę sie bardzo, bardzo ostrożnie. Otwieram oczy. Widzę na drugim łóżku Kubę. Patrzy na mnie, na to, co wyczyniam. Kręci znacząco głową, “to nie to Stary, nie odwalaj, nie udało się”.

Poczułem się strasznie zawstydzony, właśnie zrobiłem z siebie idiotę. Kładę sie z powrotem. Wibracje przychodzą jeszcze raz, tylko lżejsze, ale nic więcej specjalnego się nie dzieje.

Rano, mimo wszystko postanowiłem spytać Kuby, czy przy naszej nocnej próbie zrobiłem coś dziwnego. I co? I nic! Nic z tego, nie zdarzyło się w RF! To było TO. Wyjście. Krótkie, i w dotatku zostałem oszukany.

Jaki z tego morał? Nigdy nie wątp w NP. NIGDY.

22 maj, 2007. OOBE.

Nie ma jeszcze komentarzy

Skomentuj jako pierwszy!

Dodaj komentarz

Trackback URI